powiew nowego czynu jak ziarnko, jak…
źdźbło na rosie.
O jednej podziemnej podróży
Martyna Borowska, powieść 2018-2019,
ODCINEK 9
Jaskinie // 6 \\ Punkt Zero
Asja wpatrywała się w odłamki błyszczących kamyków, które leżały na gruzach przy wejściu do jaskini – a raczej do jej drugiego przejścia, gdzie kilka dni temu zniknął Laitz. Czekali na niego dość długo, ale w zasadzie czas rozpłynął się w pomrukach ogniska, płonącego nieprzerwanie od tej pierwszej nocy.
I nie było tak, że nagle wszyscy zrozumieli, że Laitza nie ma niepokojącą ilość chwil. Asja zawędrowała w głąb tuneli, węsząc za osobliwymi porostami na ścianach. W powietrzu, wilgotnym i ziemistym, unosił się ciężkawy, zadumany zapach. Znała go. Zapach głodu przygód, a może raczej żądzy zgubienia i odnalezienia jakichś odłamków siebie w tej całej podziemnej krainie.
Laitz emanował tym głodem i pewnie w dużej mierze dlatego tak przyciągał uwagę innych, ich bezwarunkowe oddanie. Potrafił – mało mówiąc – przekazać każdemu iskrę ekscytacji wędrówką w nieznane, za wyimaginowaną ideą odkrycia tunelu pod ziemią. Tunelu łączącego w sieć jaskinną, praktycznie całą kulę ziemską.
Asja widziała te idee baśniowo, fantazją łącząc wszelkie paradoksy, możliwe-niemożliwe. I prostą wiarą tylko w swoją drogę odkrywania pradawnych ziół, roślin zamarłych w czasie pod ziemią.
Nim się obejrzała, była jeszcze głębiej pod nią. Mchy obrastały ściany, a wyjątkowo matowe kamienie uzupełniały pierwszą komnatę, którą dostrzegł Laitz. Asja, niczym zaczarowana, przekraczała kolejne przejścia i tunele, mijając po drodze tysiące roślin i kształtów. Zerkała na nie przelotem, a palcami muskała obłe kamyki.
Jaskinia – czy może jaskinie – były wilgotne. Powietrze ziemiste i botaniczne, przesiąkało naskórek, by z łatwością stać się częścią ciała Asji. A gleba z radością pochłaniała jej stopy.
Asja szła w milczeniu, co jakiś czas odczytując tylko enigmatyczne naskalne słowa, w które układały się porosty. Osobliwe twory na ścianach przypominały jaskinne zwierzątka, może nimi były? Bywało, że wypuszczały z siebie jakieś pyłki, iskry. Migotały one w powietrzu, wzmacniając efekt magiczności w oczach Asji.
Laitz postrzegał ów pochód, w głąb odkopanej przez siebie w szale jaskini, zgoła inaczej. Świetliste pyłki fruwały mu przed nosem, wpadały do uszu i rozbijały się na echa recytowanych przez skały modlitw. Przemierzał zresztą drogę znacznie wolniej, sycąc się własnym położeniem w czeluściach świata. Czy raczej w jego źródle! I takie myśli przebijały się w jego głowie poprzez setki innych, bardziej zmysłowych, fizycznych i ekstatycznych. Myśli iście filozoficzne! Najtrwalej jednak pozostawały w nim, te łączone w dziwnych konfiguracjach z monotonną melodią historii z mchów.
Były niczym zalążki stworzenia świata, początek i koniec zarazem.
Przypominały Laitzowi każdą chwilę, w której znalazł się w otoczeniu skał i był o krok od wejścia do jaskiń, grot albo nawet zwykłych przełęczy. Wołał go wtedy głos kreacji, jak szalonego artystę czy zbzikowanego naukowca. Tak się czuł! Nagle mężczyzna zrzucił górną część garderoby, w przypływie żywiołu i rozgrzewającego go testosteronu. Gdyby dostrzegł idącą jego tropem Asję, z pewnością instynkt zniżyłby świadomość Laitza do prostych, kompulsywnych odruchów. Przez chwilę rzeczywiście był jak dzikie zwierzę, osamotnione wśród omszonych skał. Z tymże Laitz nie umiał odczuwać samotności, z reguły był sam. I dlatego tak nienaturalnym zjawiskiem było dla niego poruszanie się w jaskini przesyconej czyimś głosem i obecnością. Nie wątpił, że dotrze do źródła słów. Miał też obsesyjną pewność, że wtedy znikną. Echo zamilknie i to on będzie jedynym panem tych podziemi.
Co jakiś czas przypominał sobie o wyższym celu wędrówki. Asja, gdy szła w ślad za Laitzem, także myślała o owym celu, dotąd dla niej odległym i nawet nie w pełni swoim. Stało się dla kobiety jasne, że sieć jaskiń czy podziemny tunel, powinien być na tyle pradawny, by zostać zapisanym w postaci symboli lub mitów. A poezje zawarte na tych skalnych ścianach, czym mogły być? Zapisane dzięki porostom, wewnętrznemu światłu roślin… a na tym Asja znała się jak mało kto.
Podekscytowana zanurzyła się jeszcze głębiej w podziemny świat. Nuty liter, zawieszone dźwięcznie w powietrzu, pozwalały jej odczytywać naskalne znaki.
Dodaj komentarz