Źdźbło na rosie // 13 \\

powiew nowego czynu jak ziarnko, jak…

źdźbło na rosie.

O jednej podziemnej podróży

Martyna Borowska, powieść 2018-2019,

ODCINEK 13

Jaskinie // 10 \\ Spotkanie

Wciąż miała pod palcami piasek o błyszczących drobinkach.

Zupełnie, jakby sadziła rośliny i grzebała się w swojej ukochanej, żyznej glebie w ogrodzie wśród pól. Bo mieszkała na prawdziwym odludziu i tylko intensywny zapach nagrzanych słońcem, suchych zbóż, towarzyszył jej w dzieciństwie. Nosiła go w sobie i dlatego czuła się zawsze poza czasem.

Teraz, pod ziemią, i to głębiej niż kiedykolwiek, nawet to uczucie było niczym migawka z poprzedniego życia.

Asja pokryta kurzem, z sypiącym się z jasnych włosów piachem przypominała nagle inną osobę. I sama siebie długo rozpoznać nie mogła.

Znalazła się w rozległej grocie, a nad nią osuwiska i piaski krążyły w niebezpiecznym wirze. Kilka kroków dalej rozpoczynał się tunel, wąski i wilgotny korytarz o bardzo niskim stropie. Asja na czworakach zaczęła nim podążać. Nie namyślała się długo – sytuacja w powietrzu zapowiadała nadejście burzy.

Choć przecież pod ziemią nie ma…? takich atrakcji…

Kobieta nie miała klaustrofobii, ale po godzinach czołgania się widziała przed sobą ślepe zaułki, idealne na śmierć. Zdawały się mieć kły albo okrutnie podziurawione dziąsła, które chciały przemielić ją w sobie, udusić.

Tunel jednak biegł w dal, w głąb macierzy świata. Było cicho, szeleścił piasek.

Asja była drobinką piasku, wygłodniałą choćby kawałka roślinności, korzenia, mchów lub strużki wody. Soczystego owocu, który rozszedłby się po ciele, wypełniając ją świetlistą wodą.

Gdy czas stawał się mały, odległy, wręcz nierzeczywisty, tunel skurczył się jeszcze bardziej i ukazał przed kobietą wąskie schodki…

otoczenie – dotychczas przytłaczające – wyciszyło się, uprzestrzenniło, powietrze zaś znieruchomiało zupełnie.

Asja poczuła, jak energia – wewnętrzna i zewnętrzna, każda i żadna, wieczna i czasowa – wibruje, żyje, kształtuje.

Był tam inny świat.

Pełen baśni, legend, dopiero co tworzonych mitów. Przyszłość i przeszłość miotały się w lekko nerwowym tańcu. Były tam rośliny i zwierzęta. Pomruki czegoś niezwykłego rozbrzmiewały coraz donośniej, może były tą energią tętniącą pod ziemią.

Asja ostrożnie stawiała kroki na niewielkich, śliskich schodkach. Ciągnęły się w dół doskonale prosto. Nad nią rozciągał się nieskończony przesmyk, a jego ściany pokrywały słowa. Niektóre rozpoznawała, inne były jakby dalszą częścią historii. Tamtej, pozostawionej w innych komnatach.

Początkowo myślała, że to co widzi to kamień. Lśniący i chropowaty, w kolorach ziemi. Ulokował się w rogu groty na końcu schodów, niczym stróż pilnujący tajnego przejścia.

Asja wtedy po raz pierwszy poczuła frustrację, zdezorientowanie i nagle wyszła ze swej skóry, spojrzała na nią z boku i nie mogła uwierzyć, że stała się częścią świata roślin podziemnych. Ile czasu minęło? Ile dni i nocy przemknęło wysoko nad jej głową?

Ile pancerzy albo nawet struktur życiowych zrzuciła po drodze?

Kolejna warstwa pokazała Asji ów odległy czas w kontekście przerw w spożywaniu. Następne oblicze była wstęgą relacji z Laitzem. Asja patrzyła na tworzące ją pola i łąki rodzinnej Litwy, pełne pachnących kwiatów i słońca, i na dynamiczne wędrówki po świecie natury, naznaczone eksperymentami roślinnymi.

Wszelkie historie o sobie samej były zbyt enigmatyczne, by ukazać pod sobą cokolwiek jeszcze.

Asja zapragnęła schować głowę. Ukryć ją pod czapką, szalem, czymkolwiek. Nakryła włosy rękami. Otuliła ramionami. W końcu luźną bluzką, jaką miała na sobie, owinęła głowę. Ucichły rozdzielenia i nastała cisza pełna wibracji, znanej kobiecie już z wędrówki po schodach.

To już nowa opowieść, nowa warstwa słów. Powiedziała sobie w myślach.

Skorupa przypominająca kamień poruszyła się. Połyskiwała gdzieniegdzie i była ociężała.

Asja dała przerażony krok do tyłu i tym ruchem znów scaliła się z jedną sobą.

Pomruk z kąta jaskini podsycił ten akt o nuty odwróconej ekstazy.

Jaszczurza postać w całym majestacie nazwała się Panem Jaskiń, władającym też wszystkimi żabami i skamielinami. Asja słuchała, lustrując oniemiałym wzrokiem jego gładki pancerz, skórę pełną świetlistych zakamarków i pasm wielobarwnych, skalnych odblasków. Czyniło to sylwetkę tej istoty przenikliwą, głęboką, jakby mieszczącą w sobie bezgraniczną przestrzeń.

Gdy się ruszał, kolory skóry mieniły się. A podszedł dość blisko, oczekując odpowiedzi, ciekawy nowej, kruchej postaci w swoim otoczeniu.

Mógł być częścią jaskini, która pod wpływem męczącej wędrówki zdawała się kobiecie półzwierzęcą istotą. Jednak czy mówiłby wtedy tak składnie, z gracją dobierając słowa?

– Na imię mam Asja. Szukam tunelu… – zaczęła, ale szybko przypomniała sobie wcześniejsze warstwy siebie, a raczej obcych uwarunkowań tworzących ją, i zamilkła. To nie ona szukała tunelu.

Pan Jaskiń, godną postawą inteligentnej jaszczurki, wyraził zaintrygowanie i podejrzliwość równocześnie.

– Taaaak…. – mruknął, oglądając ją z każdej strony. Okrążał kobietę powoli, z namysłem.

– Pochodzisz znad bagien, pachniesz świeżością nasyconych wodą roślin, skóra gładka, pełna słońca, ale w tle sierp księżyca nad moczarami.

Asja poczuła zapach ziemi i metaliczny posmak na ustach, jakby przyniosło go powietrze, którego tu zbytnio nie było.

– Jesteś stworzony z podziemnych, zapomnianych skał i nigdy nieodkrytych kruszców, wyschnięty od piasku popędzanego wiatrem, docierającym tu co jakiś czas przez szczeliny. – odparła Asja prawie na jednym wdechu, uważnie nasłuchując jaskini.

Potem także okrążyła jej Pana i kiedy znalazła się blisko miejsca, w którym leżał wcześniej zwinięty, przyjrzała się wydziobanemu w kamieniu przejściu.

Drzwi były bardzo niskie i pozbawione klamek. Asja domyśliła się, że wystarczy popchnąć skałę, by przedostać się na drugą stronę.

Pan Jaskiń zwinnie oplótł nogi kobiety ogonem, jak tylko ta myśl rozświetliła jej głowę.

Panowała cisza.

Jaszczur przenikliwie spoglądał w przestrzeń pomiędzy nimi, odczytując najbardziej enigmatyczne symbole.

Zmieniały się, ale nie tak jak cykle przyrody, tylko w sposób wewnętrznie stały. Powietrze ochładzało rozogniony od namyślań mózg.

Asja przeanalizowała wreszcie ten stan i pomimo śmiechu oraz skowytu, rozlegających się w oddali, zwinnie pchnęła kamienne drzwi. Z małym oporem opadły na ziemię. Grotę wypełnił subtelny, miękki kurz.

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij