powiew nowego czynu jak ziarnko, jak…
źdźbło na rosie.
O jednej podziemnej podróży
Martyna Borowska, powieść 2018-2019,
ODCINEK 14
BEZSTAN
Implozje rzeczywistości.
Mgła zalewała jaskinie falami.
Wydawała przy tym słodkie melodie.
Oczy przysłonił im szum, który przeszedł w ułamku sekundy poprzez skalne ściany. Zadygotały lekko. Prąd kolorów i odblasków ziemistych odcieni onieśmielił Asję, zaś Jaszczurza Postać poruszyła się wraz ze swym domem. Błyszczał, rozświetlając popielaty kurz.
– Pierwsze były rośliny. – rozległ się cichy, stłumiony, ale niezwykle silny głos.
Asja nie widziała go dokładnie, ale uścisk na kostce zmienił się w pieszczotę.
– Rośliny, oczywiście. – szepnęła grzecznie, od razu chcąc dowiedzieć się czegoś więcej.
Racjonalna część kobiety wołała ku wyjściu z groty, lecz była bardzo cicha i słaba. Asja nawet nie wiedziała, że posiada w sobie taką. Nie znała potrzeby przetrwania, radości, wygody, nie rozważała plusów i minusów żadnej sytuacji.
A teraz, ta zapomniana cząstka umysłu, przebiła się do świadomości Asji. Poprzez mgłę i kurz i jej szaleństwo pełne krzewów i korzonków. Pomiędzy tym wszystkim było coś jeszcze, czego ona nie widziała, a Pan Jaskiń – doskonale.
Porosty zaczęły się rozrastać, poruszać, żyć. Dotąd skamieniałe z braku wody, teraz nasączone parą wodną, odżyły.
Asja zaczęła powoli iść w kierunku otwartego przejścia – kilka kroków w tył i już poczuła wilgotny zapach ziemi, ciasne przejście wyglądało zachwycająco. Spektakl na ścianach groty Jaszczura też. Gdyby tylko udało się kobiecie zeskrobać kilka porostów!
Zerknęła poprzez opadający powoli kurz na Pana Jaskiń. Kim on był? Gdyby Asja nie była Asją, zapytałaby go. A Jaszczur odpowiedziałby, poetyckim językiem prehistorii. Pozaczasu raczej, lecz i tego Asja nie mogła się dowiedzieć.
Wreszcie, łącząc w głowie kilka baśni, legend, przeczuć, stwierdziła, że osobliwa postać musi być strażnikiem tego, co kryje się dalej.
Zaskoczony Pan Jaskiń ruchem kobiety ku porostom, puścił jej kostkę.
Był zaintrygowany, zdawał się rozmyślać, wspominać. Przypominał tym Laitza, lecz bez jego porywczości zaraz po krótkiej i intensywnej refleksji.
Jaszczur wodził wzrokiem po ukrytych strukturach w przestrzeni groty, więc miał więcej do rozważania.
– W tej sennej krainie ruch jest wypadkową niespodziewanych wtrętów żywiołów. – oznajmił wreszcie Pan Jaskiń. Asja zdążyła już schować próbki roślin do torebeczki u pasa.
– Jakie żywioły cię odwiedzają? – spytała, nagle tknięta potrzebą podtrzymania rozmowy. Zauważyła bowiem w kącie jaskini, gdzie leżał wcześniej zwinięty Jaszczur coś błyszczącego, kolorowego. Wyglądało jak powoli wzrastający kwiatek.
Asji zaświeciły oczy i miała już w głowie idealny plan.
– Ogień. – mruknął groźnie Pan Jaskiń. Kobieta nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Skąd tu ogień? Może to skały wulkaniczne? Czy Laitz wiedział?
Asja nie znała nawet nazwy regionu w jakim byli, choć podziemna wędrówka pewnie zaprowadziła ją poza przestrzeń możliwą do objęcia rozumem.
– To ty jesteś tym ogniem. – powiedziała wreszcie, łącząc swe słowa z szybkim ruchem ręką po połyskliwy „kwiat”.
Zanim Jaszczur znalazł się przy Asji, ta była już w korytarzyku za grotą.
W dłoni ściskała jaszczurzą łuskę o mieniących się zielenią i błękitem kolorach. Oczy Pana Jaskiń przeszyły kobietę i były pełne grozy, a zarazem pozaziemskich wręcz wierszy. Przebita tym spojrzeniem Asja poczuła się wrośnięta w ziemię.
Jej stopy natychmiast oplotły ruchliwe porosty, barwiąc kobiecą skórę na jaskinne odcienie brązów i szarości. Pięły się po nogach i wplatały w szybki oddech Asji, wiążąc go ze skalnymi ścianami tak, że mogła oddychać wraz z całym podziemnym światem.
Dłoń Asji powędrowała ku górze, ostre zakończenie łuski błyskało złowrogo, obiecując równocześnie piękne życie wieczne.
Czy to Pan Jaskiń sterował kobietą, czy też poprzez skały wniknął w nią, chcąc stopić Asję ze sobą na wieki? Bezszelestnie zbliżył się do niej. Cichość przenikała naskórek i pewna nieznana dotąd błogość sprawiła, że Asja w tych jaszczurzych oczach dostrzegła coś znajomego, czemu miała pragnienie się poddać. Świat wprawdzie nie roślinny, ale nawet bliższy esencji świata. Pierwotny do granic możliwości. Pomiędzy wdechem, a wydechem. Istniejący i nieistniejący zarazem.
Asja czuła zew i nie chciała rozstrzygać, z której strony dochodzi. Nie chciała podejmować decyzji, ani walczyć, ani pozwalać.
Twarz Jaszczura przybierała różne kształty, a porosty na ciele Asji dotarły już do łona i brzucha. Łaskotały kobietę, wyzwalając z niej skłębione dotąd w naiwności nici energii. Zanim uświadomiła sobie na dobre, że łuska kierowana przez oczy Pana Jaskiń zmierza jej własną dłonią wprost do szyjnej tętnicy, zanim oblicze Asji zacienił strach, a potem błogość – poprzez tunel skalny dotarł do nich wyrazisty głos.
Donośne chrząknięcie. Przybyło z daleka i nie było jedynie odbiciem, echem. Było tu i teraz. Gwałtownie wdarło się w sieci wiążące subtelnie Asję z jaskinią. Poczuła, że dłoń z łuską nieco osłabła, a Pan Jaskiń jest jakby trochę dalej.
Pomimo porostów oblepiających pół ciała, Asja zaczęła biec korytarzem. Początkowo miała wrażenie, że biegnie w miejscu, a jaszczur z politowaniem się temu przygląda. Tak naprawdę jednak to perspektywa ją gubiła, złudzenia optyczne. A może porosty wprowadziły w Asję jakieś odurzające soki?
Wbiegła w odgłos chrząknięcia, czując, jakby przedzierała się przez czyjeś struny głosowe. Chropowate ściany po bokach służyły jej za podporę.
Wreszcie dźwięk ucichł, a za plecami Asji nie było już Pana Jaskiń.
Ciemność tunelu z przodu i z tyłu przyniosła kobiecie opiekę.
Wreszcie dźwięk ucichł, a za plecami Asji nie było już Pana Jaskiń.
W ręku nadal ściskała jaszczurzą łuskę. Spojrzała w nią i przez chwilę dostrzegła przepływające przez zielono-ziemiste odcienie, jaszczurze oczy.
Z długim westchnieniem powoli ruszyła przed siebie, w sercu czując – doskonałą można rzec – pustkę.
Dodaj komentarz