Jak powrócić na ścieżkę, z której się nigdy nie zboczyło? Uczucie powrotu sugeruje, że tak się stało, ale nie dam się temu zwieść. Zbyt często widziałam te pętle w pełnej krasie – jestem w domu zawsze, na ścieżce swego ducha zawsze, na drodze realizacji – zawsze. Jedyne co czasem się dzieje to efekt zakurzonego lustra. Kilku luster. Kilkunastu. Tysięcy luster własnego ja w różnych konfiguracjach i wymiarach.
Kiedy przecieram skrupulatnie każde z luster wracam niejako na ścieżkę i rozpoznaję jej zapach. Nie rozprasza mnie zewnętrze i wewnętrze z ich kształtami, formami, z czasem i przestrzenią. „Wracam” – jestem. Staram się przecierać swoją jaźń i jej wymiary regularnie. Skrupulatnie. Jeśli tego nie robię, to droga prowadzi mnie tak, że w końcu to zrobię. To naturalne, chyba, że… nie zauważymy, że to jest TEN moment i znów zapomnimy.
Najgłębsza warstwa mnie samej dotyczy pisania. Zasłania ją TYSIĄC I JEDNA TKANINA myśli, odczuć, lęków, radości i wyobrażeń, kreacji, fantazji, snów i życia. Lubię przedzierać się do niej przez labirynt tkanin; gładkich, szorstkich, jedwabistych, cienkich, grubych i puchatych. Lubię wnikać w ich kolory, faktury, zapachy i to, co kryją w każdym ze ściegów. To z nich snuję niejako swoje opowieści. Czasem jednak tkaniny opadają z hukiem w ramach corocznej akcji sprzątania i segregacji w umyśle. Ten szósty zmysł musi mieć swoje detoksy i rozkosze, tak samo jak i pozostałe ze zmysłów.
A zatem opada tysiąc i jedna zasłona i pisanie jest nagie. Słowo jest tylko ramą, bez treści, a nawet bez brzmienia. Bardziej jak znak ze swoją prawie niemą wibracją. Jak (A)OM, tuba dźwięku, słowa-sylaby-symbolu-częstotliwości. Pisanie jest nagie, ja jestem naga, a pod stopami tysiąc i jedna tkanina turkusowych, srebrzystych zasłon, złotych, aksamitnych, czarnych, w kwiaty i barwy poranka znad miedzy.
Pisanie jest nagie i ja wobec niego pusta.
Haruki Murakami udzielił mi porady na temat pisania i tutaj ona pasuje, w tym stanie, w tym miejscu:
Jak wyrazić coś swobodnie?
Zamiast myśleć „czego pragnę?” wyobraź sobie:
„CZYM JESTEM JA NICZEGO NIEPRAGNĄCY?”
[Zawód:Powieściopisarz, parafraza]
Murakami udzielił mi tej porady nie bezpośrednio, tylko pośrednio, ale skutecznie – najpierw mi się przyśnił, że mówił po polsku i przyjechał na spotkanie autorskie do księgarni Kafka i spółka w Toruniu… koleją transsyberyjską. Uznałam to za istotne i poszłam kupić w Kafce jego książki, jedną z nich była ta o pisaniu. Bo piszę i lubię czasem skorzystać z wizji na pisanie innych pisarzy.
I tam przeczytałam to sformułowanie. To najważniejsza lekcja pisania, jaką w życiu otrzymałam.
Kiedy opadają tysiąc i jedna tkanina skrywające pod warstwami moje nagie pisarstwo – zadaję je sobie. Patrzę wprost. Nic mnie już nie oszuka, nikt nie zmyli, mój umysł ani rozum nie zbłądzą, nie zapomną, ja się nie rozproszę, nie ucieknę. Nieubłagalne: jestem. Czym jestem kiedy niczego nie pragnę?
Och, boski stan. Kiedy lustra są oczyszczone, tkaniny lśniące, ale odsunięte na bok. Spokój. Dociera tu tylko lekki wiaterek, niosąc krople parującej wody. Nigdzie nie poszłam, przez cały ten czas wciąż byłam tu i ów boski stan ‚jestem’ + ‚nie pragnę’ także wciąż tu były. Przykrywało je sporo tkanin, sporo kurzu, albo zacieków, ale nikt nigdzie nie poszedł. Wszystko było tu i będzie. Jakby nam się wydawało, że da się jakoś odejść od siebie i swojej drogi… to raczej wędrówka, wycieczka, szalona zabawa w szycie nowej zasłony doświadczenia. I wciąż tu wszystko jest. Osłaniamy się od rdzenia, ale on nie ma nóg. Wciąż tu jest.
Gdy opadają zasłony, profilaktycznie, prozdrowotnie, widzę swoje pisarstwo odświeżone, jakby na nowo, ale wiem, że zawsze tu było. I że pachnie od niego mistyką, pachnie wglądem, pachnie (cholernym) wieszczeniem (o tym kiedyś wam wspomnę). Takie jest w swej nagiej istocie to, co otacza formę słowa, jego czystą wibrację. Moje pisarstwo.
Łuskam ze słów zdania, daję im skrzydła, pozwalam pokazać kierunek. Nudzi mnie redakcja skończonych tekstów, bo wtedy już mam w głowie inną historię, słowa mają inny kierunek, żywioł pędzi ku kolejnej opowieści.
Zdania wirują, słowa się szerzą, wizje szyją połączenie moje z naturą rzeczy-wistości, z tobą, ze sobą, z wszystkością (to jest o mistyce). Piszę wyobraźnią, piszę życiem, piszę duchem, piszę transcendencją. Piszę o transgresji mentalnej, piszę o intymności, o introspekcji w głąb natury natury i natury człowieka.
Mistyka słów jest o tym, że ty wiesz.
Jest o tym, że rdzeń nigdzie nie idzie i mogę ci o tym słowem przypomnieć.
Jest o tym, że jesteś w przezroczystej mikrokrystalicznej bezformie bezczasu. I dzięki niej działasz, żyjesz, tworzysz w indywidualnym rytmie alchemię nieba i ziemi, cokolwiek to dla ciebie znaczy.
Kiedy opada tysiąc i jedna zasłona… widzę, że niczego niepragnące JA, jest właśnie takie, jest ALsłowią. Słowo jest zaklęciem. Hermetycznym kluczem do otwarcia wszystkich luster i szaf z tkaninami, by odsłonić rdzeń swojego istnienia, mądrość pokoleń, wężowy zwój, la passion, pasję…
Pisarstwo, które przypomina, że TAT TVAM ASI, ty jesteś tym. To, czego szukasz już tu jest. Nieubłagalnie: jesteś. A wszelkie ‚odejście’ i powrót są… iluzją, kolejną tkaniną, czystą kreacją doświadczenia.

Dodaj komentarz