Inicjacja Twórcza: szamański proces w Kole Medycyny

Miesiąc temu pojawił się we mnie wgląd dotyczący przeprowadzenia sobie Inicjacji Twórczej, czyli raczej samoinicjacji, choć jednak może nie do końca, bo będzie to proces szamański, zatem skorzystam z mocy żywiołów, potęg kosmosu i ziemi, opiekunów i sprzymierzeńców duchowych. Inicjacja owa rosła we mnie cały miesiąc i w końcu przelała się, wlała się w rzeczywistość, mieszając porządki w mojej głowie.

Początkowo pragnęłam, by była wykonana w towarzystwie przyjaciół, bliskich osób. Lecz droga powiodła mnie inaczej, nie mogłam się bowiem zabrać za konstrukcję ceremonii, aż nadszedł wyraźny sygnał w postaci pełni w wodniku, końcówki sierpnia i silnej wewnętrznej intuicji – to już teraz i nie ma odwrotu. Bo dotąd raczej uciekałam przed przekroczeniem progu na swej scieżce twórczej. Robiłam wszystko, by nie spojrzeć w oczy prawdzie, iż jestem pisarką, bo piszę wiele lat, a także, bo wydałam książkę, czy też wydało ją prawdziwe wydawnictwo, i to pół roku temu. To już odpowiedni czas, aby się z tym pogodzić i podziękować. I po co mi był ten długi męczący proces? Po to, bym teraz go śmiało opisała, dzieląc się dziwactwem duszy wrażliwej i artystycznej. Dziwactwo to nie opuszcza mnie od dzieciństwa, ale dziś mówię mu wyraźne i stanowcze: stop i rysuję święte granice. Jest charakter twórcy i jest rozwój twórcy. Trzeba to jakoś zacząć ogarniać, jeśli cokolwiek ma się w życiu rozwinąć i dokonać ekspansji. A tego właśnie pragnę dla mojego pisarstwa.

Dlatego właśnie powstała iNICJACJA TWÓRCZA, proces podróży i ceremonii szamańskiej, czyli na bębnie, w Środkowym Świecie, czyli symbolicznym tu i teraz, w pniu archaicznego Axis mundi – Drzewa Życia. Czy powinnam tu rozwinąć temat szamanizmu? Być może, ale nie będę odwracać swojej i Waszej uwagi od tematu kreacji, wskakując w historię szamanizmu i symboli czy archetypów. To jest w każdym z nas, tylko niektóRży po prostu zdobywają narzędzia jak po tym podróżować, jak to wyciąGać, by nas wspierało i wzmacniało w codziennym życiu. Przeczytaj po prostu. I jeśli otworzy to w Tobie jakieś dawno uśpione miejsce – zostaw znak, napisz, odezwij się, zapytaj, a chętnie wyjaśnię więcej o podróżach wizyjnych, bębnie, kole medycyny itd. Tymczasem, PORTAL INICJACJI TWÓRCZEJ JUŻ SIĘ OTWORZYŁ.

Z DZIENNIKA SZAMANKI

21.08.2021, 21:21

Zapisuję zdarzenia z tej soboty, aby uwypuklić fakt swojego twórczego odrodzenia w nowej formie, ekspansywnej i odważnej – pisarskiej ścieżce, jaka jest mi pisana i jaką wstydzę i boję się z rozmachem realizować. Nawet nie wiem co to do końca znaczy. I chcę to nie wiem w pisarstwie pokochać i mimo tego, kreować i uziemiać swe wizje. To KONKRET. I to właśnie zapraszam dzisiejszym dniem do swojego życia. Konkret w wyrażaniu potrzeb i konkret w ich realizacji, spełnianiu.

Przed południem odbyłam podróż na bębnie po Roślinną przewodniczkę w związku ze swoją obecną sytuacją mieszkalną – jedną nogą na wsi, jedną w mieście. Z prośbą o więcej przestrzeni o jakieś ukierunkowanie. Przyszła do mnie Dziewanna, a dokładniej jej żółte piękne kwiatki. I był to potężny, wysoki kwiat jakby nie było. Otworzyła mi w wyobraźni kolejne bramy i oto pojawił się Kruk, moje Zwierzę Totemiczne. Pozwoliłam mu, by wydziobał mi kawałek serca i głowy, a na miejsce 3 oka pojawiło się jego dziwne, spore oko. I nagle patrzę, stoję ja sama jak posąg, w dłoni trzymam jak laskę długą ;szyję; dziewanny, a na czole mam kurczę oko. Osobliwe, ale ok. Mój szamański sen płynie dalej, ale ja już czuję, że to ma związek z tworzeniem i tą pełnią i potrzebą zrealizowania inicjacji. Że teraz albo nigdy.

Wypełnia mnie smutek po tej podróży, bo już wiem i mam przesłanie, by być tylko w miejscach, które mnie zasilają i odżywiają. To też dotyczy miejsc we mnie samej, myśli i emocji, uczuć i perspektyw, by mnie zasilały, a nie osłabiały. Niby proste, ale nie. Uwierz, zresztą sam to wiesz.

Poszłam z mężem do lasu. To już dzieje się realnie. Znam ten las, a jednak nie. Idziemy inną drogą, rzadziej uczęszczaną, bokiem jakby w poszukiwaniu jeżyn. Ich nie ma, ale za to znajduję zagajnik dębowy. Czuję moc, czuję krąg. Leśny krąg, cos rdzennego. Wchodzę głębiej idę parę kroków, wcześniej już widziałam dziurawca rozsiane przy drodze. I patrzę… widzę GO. Stoi wielki, stary ok. 200 letni dąb. Potęga. Najstarsze drzewo tej wsi, wiem to. Bije mi serce, idę powoli, dobrze, że w dłoniach w trakcie spaceru nazbierałam kwiatków i listków i kamyk nawet się znalazł. Z nabożnością kładę część tych darów pod dębem, reszta pozostaje elementem Inicjacji. Kłaniam się mu, potem nieśmiało dotykam. Jest tak wysoki, tak dostojny, a wokół niego rosną dziurawca. Co ciekawe, zawsze było ich mało lub wcale w mej okolicy. Ten niezwykły prezent od natury i duchów tej ziemi – że akurat dziś znalazłam tak stare, potężne drzewo, a nic nie przywiodło mnie w to miejsce wcześniej. To niesłychane, a może już tam kiedyś byłam, tylko zapomniałam lub nie wydało mi się to tak istotne?

W dłoni mam też kij brzozowy, często je znajduję w tym swoim lesie, bo mam związek z brzozami szamański i czarodziejski. I stojąc pod dębem widzę oczami wyobraźni, że to ten właśnie kij będzie służył mi do stworzenia artefaktu mocy twórczej, będzie owinięty szyjką dziewanny i odpowiednio przystrojony. Ale to nie koniec. Odchodzimy leśną ścieżką, a mnie przyciąga mchowa polanka, na niej stare strzępki brzozy i brzozowe oko.

Wprost – oko. Okrąg z brzozy w kształcie oka. Idealnie wpasowuje się w czoło, albo można przez niego popatrzeć. Pasuje jak ulał. Jak ulał do laski brzozowej, do moich roślin z wędrówki, do całej geometrii tego spaceru. Wracamy, a ja układam artefakty na tarasie i teraz gdy to piszę, one nasycają się światłem księżyca, tak jak i wielkie panny dziewanny pod domem. Jutro dokona się najważniejszy AKT Inicjacji, podróż wizyjna na bębnie, ceremonia inicjacyjna mnie jako twórczyni, przez 4 kierunki i 4 żywioły i każde wsparcie i naukę, jakie przyjdą do mnie z tych świętych stron Koła Medycyny. A potem stworzę swój artefakt mocy.

i spojrzę okiem brzozy

w swoje oczy

I podziękuję

_______________________

U P D A T E

Z DZIENNIKA SZAMANKI

23.08.2021, 20:58

JESTEM WIĘC TWORZĘ.

Mogłabym na tym zakończyć. Ale napiszę więcej, bowiem pisanie o własnym doświadczeniu poprawia algorytm duchowy. Słuchaj – zrobiłam to. Proces miesięcznego tworzenia w głowie rytuału, odwlekania go, czyli czekania na dobry moment – zakończył się Inicjacją Twórczą. Zrobiłam sobie rytuał, a tak naprawdę robiły go dla mnie moje duchy opiekuńcze.

Dzień przed inicjacją napisałam (wyżej) „I PODZIĘKUJĘ”. Podziękowałam. Naprawdę. Tak głęboko sobie dziękuję, za swoje pisarstwo i że jestem w nim taka, a nie inna. Bardziej się nie da. Dziękuję. A MOŻE SIĘ DA? Tak, celebracją jakich mało. Z wdzięcznością za swoje pisarstwo.

Ale teraz rytuał. Jego czas wypadł na niedzielę w pełnię, na późny wieczór, a sumie trwał całą noc też w przestrzeni snu i jawy. W niedzielę energia była solarna, skręciłam sporo pęków kadzidlanych do Tkalni Dymu, a pod wieczór energia moja byłą już skupiona na procesie. Do niedawna marzyłam o nim w dużym kręgu innych ludzi, a odbył się wyłącznie z energiami natury i widocznie tak miało być. Przygotowałam ołtarz na 4 kierunki i 4 żywioły, układanie go było fascynujące i stworzyłam twarz jakby, dziób Kruka jak mniemam 🙂 Procedura magiczna, rytuał rozpoczął się wraz z kąpielą i strojeniem siebie w aromaty i stroje. Potem przystąpiłam do otwierania kręgu ceremonii inicjacyjnej. Weszłam w medytację i wyrażałąm swoje intencje i swoją wolę, próbując znaleźć idealne słowa na to, czego potrzebuję, a co jest prostsze niż słowa: wsparcie w przekroczeniu artystycznego progu, w rozwoju twórczym, w pisarskiej ekspansji, w zdobyciu nowych dróg, zobaczeniu szerszego krajobrazu swej kreacji.

Później odbyłam podróż wizyjną na bębnie. Każdy kierunek i żywioł ofiarował mi swą mąDrość i wskazówkę. Symbole znane są mi dobrze, bo to archetypy mojej duchowości. Ale opis tego na pewno da Ci wgląd w to, jak nieźle można nawigować po swym wewnętrznym świecie, więc piszę dalej…

Na wschodzie pojawił się pod moimi stopami lód, po którym krocząc czułam nieco adrenaliny i myśl, wspomnienie o Człowieku i jego opowieści o islandzkim lodzie. Morał z niej taki, że czasem zdaje Ci się, że kroczysz po lodzie, który może się w każdej chwili zarwać, jednak zawsze znajdziesz jakieś wsparcie w innym człowieku. Tylko skorzystaj z tego wsparcia. Wyciągnij dłoń. Ujmij dłoń. To jest klucz… Wypatruj wsparcia, nawet małego, w formie słowa, sygnału, znaku, opowieści, a ona może się okazać, że uratuje CIę, gdy będziesz stąpać po lodzie… Wschód zaktualizował we mnie to oraz Medycynę Mrozu. Leżałam w śniegu, a potem opadłam na miękkie sowie piórka. Moje ciało woła o Medycynę Mrozu i pierwszy raz w życiu z ekscytacją myślę o Zimie, o dziwo. Zimie :złej:, która jednak dała mi pełno skarbów kilka lat temu, odwracając życie w kierunku szamańskiemu dziedzictwu przodków…

Na południu był ogień. Ogień objął moje łono i wypalił całą mnie, rozgrzał, rozniecił. Widziałam Kali w jej najbardziej fundamentalnej postaci. Widziałam w swojej joni jajeczko z tygrysiego oka (kamień), który notabene faktycznie był we mnie, bo jest to kamień, który mam z powodu rozniecania ognia swej twórczości i ekspansji. Zatem Moc Łona, kreacja z tego miejsca ognia. Nic dodać, nic ująć. I też widzę rośliny, przypominające o otaczaniu się tylko tym, co naprawdę ze mną współgra. Owe rośliny to było mianowicie… soczyście zielone oregano. Praca z aromatami roślin w kontekście kadzideł i świętego dymu jest mi bliska.

Na zachodzie leżę w rzece. NIE BYLE JAKIEJ. Rzece Wiśle. To moje miejsce mocy. Mądrość tej rzeki to wiedza naszych przodkóW i przodkiń, to siła gór i morza, to połączenie rodzimej ziemi, to potężna energia transformacji dla nas. Choć praca z rzeką jeszcze nie jest u mnie na takim etapie, jakiego pragnę, to w tej wizji leżę na rzece i płynę z prądem. I czuję tylko jedno: RZEKA PŁYNIE. I ja mam płynąć z tym, co tworzę, nie ma miejsca na mielizny i zapory. To dzika rzek jest wartością i taka kreacja ma pozostać, a zarazem ma unikać bycia apatyczną i mizerną, poddaną prądowi – chyba, żę pochodzi on z głębi połączenia ze swym wewnętrznym, ukierunkowanym świadomie ogniem pasji.

Na północy zaczyna się jazda. Jest już noc, jest ognisko. Samoinicjacja, ja naprzeciw siebie, jestem jestem. Mogę, potrafię, muszę, chcę. Czuję swoje ciało, moc swojego wyrażania, konieczności podążania za słowem, bo w nim nie tylko portale przemiany i transformacji dla ludzkośći, ale też w języku, języku rodzimym, jest zakodowana wiedza i mądrość, przekazy i zaklęcia. I z tą też mistyką języka ja muszę, ja chcę pracować, za nią podążać. Za siłą wprost z trzewi korzeni mą∂rości plemiennej, mą∂rości ziemi. Jestem więc ja z wiankiem z nawłoci i kadzidłem z tymi kwiatami. I potem jestem też ja, ale leżę i z mojego brzucha wyrasta niejako muchomor, ogromny kapelusz otacza mój brzuch, przybiera go w baldachim czerwony z białymi kropkami i wracam zakłopotana do centrum, do środka, do pnia, do serca…

Rozkładam czarne skrzydła

stopy zanurzam w ziemi

nie potrzebuję zgody, by kroczyć dalej

Kruk rozdziobuje mi klatkę piersiową

uwalnia serce

chłonę Wszystko

przyjmuję Wszystko

Każdy mój krok jest ekspansją

Jestem

więc

Tworzę.

Na drugi dzień po Inicjacji Twórczej wciąż napływają do mnie znaki i sygnały. Wszystko składa się w całość. To, czego potrzebuję. To, co mam. To, za co dziękuję. Moje artefakty i opiekunowie kreacji pozostają ze mną, wibruje moje łono, mój brzuch. Odwaga wzrasta w dawanie i wyrażanie. Nie da się opisać, jak intensywny może być jeden proces szamański. W skupieniu i uważności tkany od początku. A jego faktyczny koniec – jeszcze nadejdzie.

Na zakończenie tekst z social medióW Alsłowii trochę w kontekście mojej wydanej powieści Kajwalia:

KAŻDY KROK JEST EKSPANSJĄ. Poszerza. Otwiera. Widzisz więcej lub inaczej, nawet jak ten krok to potknięcie – zawsze i każdy zmienia perspektywę. Masz stopy, wiec idź. Zmierzaj. Gdy zatrzymujesz się to pewnie jest powód, wiec wysłuchaj go zaciągnij do jaskini. Potem zmierzaj dalej.🌀 Sprowadzam na ziemie słowa portale, słowa ułożone w portale opowiesci. Dla wytrwałych opowiesci te kończą się na ziemi. Kończą sie zanurzeniem w niej dosłownym i ostatecznym.🌀 I dzis jestem sobie za to szalenie wdzięczna. Za swoje pisarstwo. Za swoje wyrażanie. Za ekspansję i ekspresję tego, co sama doswiadczylam na pokrętnej ścieżce rozwoju, co zrozumiałam z różnych ksiąg i obserwacji świata. I portale, które sprowadzam i otwieram są o człowieczeństwie w jego monstrualnej i eterycznej formie. Są o tym, by to umiejętnie wreszcie zsynchronizować i zacząć kroczyć do przodu ze swiatlem w kaganku. Z otwartym sercem tak bardzo, że widac ten mięsień krwawiący i bijący. Ze stopami tak zanurzonymi w ziemi, że czują ciepło jej jądra. I prZepisem na mentalność tego typu jest Kajwalia. I dziękuje sobie za tę trudną i piękną podróż z tą powieścią. I że jest.🌀 Bo dziś potrzeba portali do narodzin prawdziwego człowieczeństwa i kreacji płynącej z połączenia z ziemią i kosmosem.🌲🔥🌲

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij