W wydanej w tym roku Kajwali, mojej powieści – jak ją nazywam – medytacyjnej, zamieściłam wątek przebywania bohaterki na pustyni. Dokładniej, była to wyimaginowana, mała wioska na obrzeżu Pustyni Thar. W Rajastanie – stanie północno-zachodnich Indii. To nie jest jedyny wątek pustynny w moim życiu. Umieszczam to miejsce, tę przestrzeń, w innych, niewydanych jeszcze, powieściach. Umieściłam je na długo w swoim życiu, nazywając mieszkanie za czasów studenckich „Pustynią”. W moim umyśle wiły się pojęcia takie: upustynnienie umysłu, stan zero, święta nicość, nirwana, … merkaba.
Pustynia jest dla mnie czymś ważnym. W sensie metaforycznym, filozoficznym i przestrzennym. Tak mocno zakorzeniła się w moim umyśle, że można powiedzieć… mentalnie zawsze na niej po trochu jestem.
Gdyby nie osobliwe, niezrozumiałe dla mnie, przywiązanie do pustynności, nie okiełznałabym mojego nadaktywnego, kreatywnego umysłu. Pustynia daje ukojenie, ale też jest wyzwaniem w różnych aspektach.
po prostu Cię lubię, Pustynio.
Dziś nastąpił przełom, można rzec – pierwszy dzień nowego życia. Stałam się pustynią. Nie tyle ponownie, co w pełni, dogłębnie. Przeszłam bierzmowanie. Zostałam uświęcona.
„Bywało, że mówiły do Hary słońce i piasek, i okoliczne kamienie czy mury domków na horyzoncie, a słowa ludzi przemykały obok, krzyki dzieci, śpiewy młodzieńców, kobiece szepty – to wszystko umykało wraz z wiatrem. Gdy Jogini się poruszała, piasek zaczynał szumieć bez końca i był zawsze gorący. Może to poprzez niego słońce docierało do uszu ascetki. Zamykała powieki, oddawała się głębokiemu snu bez obrazów, nazw, zapętleń, ale słyszała wciąż zgrzytanie malutkich kamyczków. Lecz Tamten sen był przecież za dnia, jakby falowanie krajobrazu wprowadziło ją w trans, więc nie mogła rozstrzygnąć, czy spała, czy medytowała albo czy świadomie odpłynęła umysłem daleko od gorąca. „

Dodaj komentarz