Źdźbło na rosie // 1 \\

powiew nowego czynu jak ziarnko, jak…

źdźbło na rosie

O jednej podziemnej podróży

Martyna Borowska, powieść 2018-2019,

ODCINEK 1

Krople rosy –

Czym lepiej obmyć

Pył świata?

Basho

JASKINIE // 1 \\ PUNKT ZERO

Jaskinia, której ściany pokrywały błyszczące krople wody, pachniała ziemiście. Lepka gleba pokrywała jej dno. Wydawało im się, że nie było możliwości zejść już głębiej, ale wciąż widzieli promyki światła dziennego, przenikające przez szczelinę.

– Myślę, że gdyby pokopać… – odezwał się Laitz, majstrując coś przy swoim podróżniczym plecaku. Był najniższy ze wszystkich i najbardziej zaangażowany w eksplorację skalnych tworów. Wzrost pewnie ułatwiał mu posiadanie tak niecodziennej pasji. Ile to już razy drużyna musiała czekać w jakimś śmierdzącym przedsionku pod górami, podczas gdy Laitz przełaził przez cienkie przesmyki i szedł w głąb ziemi, najdalej jak się dało.

– Mówiąc szczerze, jestem już zmęczona. – powiedziała nieśmiało jedna z uczestniczek ich szalonych podgórskich wypraw.

Rubian była za to przy kości, przez co spora część podziemnych przejść Laitza okazywała się dla niej niedostępna. Nadrabiała znajomością sztuki naskalnej albo wszelkich etnicznych napisów, co było naprawdę przydatne, bowiem grupę interesowały głównie mało znane krainy, zupełnie oddalone od jakichkolwiek ludzkich śladów i ich ingerencji.

Często na odludziach znajdowali archaiczne rysunki, przedmioty. Mieszały się w jaskiniach niekiedy rzeczy iście współczesne i prehistoryczne. A w tych najgłębszych dochodziły jeszcze cenne artefakty ziemi – porosty, mchy, grzyby.

– Rubian ma rację, niedługo się ściemni. Rozbijmy obozowisko przy wlocie do jaskini, zresztą jak chcesz Laitz, to próbuj kopać. Mogę ci pomóc jak ułożę żonkę do snu. – poparł kobietę najlepszy przyjaciel jaskiniowego świra, który odziedziczył imię po największym z pisarskich wędrowców, Juliuszu Verne.

– Jakie to miłe Julciu. – Laitz rozczulił się nad zgraną drużyną. Pozostali, czyli dwóch braci z Kolumbii i małomówna Litwinka Asja, pokiwali skrycie głowami, gdy tylko Rubian się odezwała.

– Dobra, ja trochę połupię. – Laitz z młoteczkiem w dłoni był już gotowy do odkrywania formacji skalnych.

Ludzie rozeszli się w przygotowywaniu ludzkiego wypoczynku. Laitz z lubością pooddychał podziemnym powietrzem, wilgocią, ziemią i wodą. Przepełniły go i mógłby poczuć się częścią jaskini, gdyby nie to, że nie potrafił usiedzieć w miejscu. Asja była przykładem człowieka, który nawet jak się przemieszcza, sprawia wrażenie nieruchomego. To był dopiero wyczyn umysłowy, wewnętrzny, do jakiego Laitz nie potrafił dojrzeć. Kopanie w ziemi było jego tak wielką pasją, że w młodości dorabiał na cmentarzu. Najbardziej zachwycało go przekopywanie starszych grobów, aby dołożyć tam członka rodziny, poprawić coś, wymienić płytę. Często te dostawał zlecenia na wyrównanie ziemi pod starym grobem, aby postawić na nim nowy. A że w wolnym czasie zajmował się kaligrafią, mógł udzielać usług wyrycia na nagrobku jakichś ładnych liter.

– Hej Laitz… – usłyszał z oddali głos i tak go to wyrwało ze wspomnień, że aż upuścił młotek na pokruszoną pod stopami skałę. – Już czas.

– Czas na co? – odwrócił się, ale nikogo nie zauważył. Wzruszył ramionami i wrócił do pracy, lecz wciąż słyszał echo obcych słów.

Kiedy zapadła noc i tylko Juliusz tkwił z Laitzem przy szczelince, która coraz bardziej się poszerzała, mężczyźni wymienili się spostrzeżeniami, co do jaskini.

– Jest warta tego kopania. – jeśli nawet Juliusz to stwierdził… Laitz zmarszczył brwi, dla niego każda była warta, nie czuł do żadnej większej miłości, ani jakiejkolwiek emocji. Musiał to robić bezwarunkowo, nie faworyzować.

– Dlaczego?

– No wiesz, że ta góra była uznawana za świętą dla ludów, które już nawet nie istnieją, bo rozbiły je kolonializmy i cywilizowane maszyny. Nie jest wielka, ale jest na zupełnym odludziu. Pełno jest takich gór, wiem… Ale nie wszystkie są wokół otoczone płaskimi skalnymi ścianami i innymi dziwnymi tworami. Nie mówiąc już o wodospadzie spływającym przy jej lewym boku. Ja to widzę, jakby pomiędzy górami były jeszcze dodatkowe góry, w które można wejść.

– Taak. – odchrząknął Laitz. Poczuł się nagle osaczony i z niewiadomych przyczyn, mruknął:

– Idź spać, ja tu jeszcze chcę połupać. To dla mnie lepsze niż sen.

Juliusz spojrzał na przyjaciela ze zmarszczonymi brwiami.

– Nie chcesz zapalić? – wyciągnął tytoń z kieszeni, ale Laitz skrzywił się.

– Rzucam to, mam dość tego posmaku w ustach i przełyku.

Juliusz wzruszył ramionami i zaczął sobie skręcać papierosa.

– Mówię serio, zostaw mnie tu, pal sobie gdzie indziej. – Laitz stał się mniej przyjemny, ale i to nie zaskoczyło Juliusza, bo przecież taki już był ten facet, oschły i niedostępny, a jak coś mu się nie podobało, to umiał przygadać każdemu – niezależnie czy to byłaby kobieta, dziecko czy mężczyzna.

– Coś znalazłeś, że jesteś taki zaborczy?

– Może i tak.

– Nie znalazłem a usłyszałem. – dodał Laitz, wtykając głowę w szczelinę i wdychając odurzający aromat wilgoci i ziemi. – I chcę tu być i słuchać.

Juliusz wiedział, jak powinien się zachować w takiej sytuacji: powinien zatroszczyć się o przyjaciela, pomóc mu wyzwolić z pędów własnej pasji, wyciągnąć na powierzchnię, na powietrze i poklepać po plecach mówiąc, żeby trochę wyluzował. Jednak wiedział też, że Laitz za taki czyn uznałby go za panikarza, naiwniaka, słabeusza, a nawet obraziłby się i spędził noc w zimnym kącie i nie zjadł z nimi śniadania o poranku. Laitz był wariatem i każdy to wiedział. Wymagał uznania siebie takiego w pełni, zanim jeszcze wyruszyli.

– Jakieś zwierzęta może słyszysz. – oznajmił Juliusz, bo go to też trochę zaciekawiło. – Albo szum wody? Bardzo byłoby to możliwe, gdyby…

– Cicho. – Laitz przycisnął Juliusza do ściany. – Znów. – nastawił uszu, ale tylko jemu dane było usłyszeć szepty wydobywające się już nie zza pleców mężczyzny, a właśnie z głębi jaskini, przez szczelinę.

– Po drugiej stronie są jakieś słowa. Dziwny alfabet. Ktoś tam jest i je odczytuje. Ale to odbija się od ścian, bo ten ktoś jest bardzo głęboko. Ktoś czyta te słowa i ja je mogę zrozumieć, choć nie słyszę wszystkiego.

Juliusz wsunął głowę w szczelinę i poświecił latarką na najbliższą ściankę. Rzeczywiście były na niej ciągi słów, połączone jakby w niekończące się zdanie. Żadnych odstępów, znaków, obrazków. Ciągi słów tworzyły jedno wielkie słowo, a ich kształty sprawiały wrażenie znanych. Juliusz też wpadł na chwilę w iluzję, że rozumie to długie słowo, ale to rozumienie jest schowane w zakamarkach jego podświadomości i żadnym specyfikiem nie umiałby go wyciągnąć na powierzchnię.

– Na każdej ścianie to jest. – Laitz machnął głową.

– Są wyryte – stwierdził Juliusz, ale ponieważ nie znał się na tym, nie umiał rozpoznać czasu powstania tych napisów. Czy wyglądały na stare czy też nie? W jaskiniach wszystko wygląda na prehistorię.

– Może przyprowadzę Rubian, ona na pewno z czymś to połączy. – odparł Juliusz, lecz Laitz nagle się wyprostował i pokręcił energicznie głową.

– Nie. – po czym dodał – Niech idzie spać.

– To rano wszyscy to obejrzymy i przejdziemy się w głąb. Możliwe, że jest tego więcej.

Ale Laitz już nie słuchał, z nową determinacją zaczął poszerzać przejście i jasnym się okazało, że jeszcze tej nocy wejdzie dalej sam.

– Jest, przecież słyszę.

– Ale cię to zafascynowało. – zaśmiał się Juliusz, lecz był to śmiech nerwowy, po którym zaraz nastąpiło odpalenie papierosa. – Przejdę się na powietrze i chyba położę potem spać. Nie rób głupstw. – rzucił i oglądając się przez ramię czekał na jakikolwiek gest pożegnania, który nie nadszedł. Juliusz wcale nie chciał spać. Laitz po prostu potrzebował samotności.

Mężczyzna wśród niezrozumiałego ciągu jednego zdania, słyszał czasem wyraźne urywki znanych słów. To one działały na niego jak magnez. A w dodatku brzmiały tak pięknie. Głos tej, która czytała był aksamitny, delikatny. I była to kobieta, która weszła w głąb tej jaskini. We wnętrzach ziemi, wśród skał, ich niespotykanych kształtów, rosły też mchy i porosty. Zdobiły napisy, jakby zdobnymi falbanami, kreseczkami, symbolami. Muzycznie szeptały obrazy, docierające do oczu jak strzały.

Komentarze

Jedna odpowiedź na “Źdźbło na rosie // 1 \\”

  1. Awatar aga
    aga

    czytamy ;))

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do aga Anuluj pisanie odpowiedzi

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij